|
Moją dewizą
są słowa dwa: „rzeczowość” i „wesołość” nocą i za dnia!
„Dr HUMOR”
Przedsiębiorstwo Usługowe
Turystyczno-Rozrywkowe
Właściciel: mgr Franciszek
Krzysiak
(m.in.: nauczyciel wf,
socjolog, politolog, b. oficer)
Represjonowany w Gdyni
w Wyższej
Szkole Marynarki Wojennej (obecnie Akademia MW).
W 1979 r. mimo wygrania konkursu na
stanowisko starszego asystenta w Zakładzie Filozofii Katedry Nauk
Społecznych WSMW w Gdyni zmuszono mnie do pracy jako starszy instruktor
propagandy i agitacji, której nienawidziłem. Mój przełożony oświadczył mi, że albo
będę pracował na tym stanowisku, albo mnie wykończy. Po krótkim czasie
rozkazał wysłać mnie na oddział psychiatryczny, aby usunąć mnie z wojska.
Nigdy nie chorowałem i nie leczyłem się u psychiatry. Komisja lekarska
2-krotnie niesłusznie orzekła „neurastenię”, a za 3 razem
24.XII.1980 dopisała jeszcze „psychopatię histeroidaną”,
co pozwalało już 4.02.1981 roku, w
wieku 40, lat usunąć mnie z zawodowej służby wojskowej. Do tego czasu
konsekwentnie domagałem się etatu wykładowcy, krytykowałem brak
demokracji, zakłamanie partyjne, wnioskowałem odkłamanie historii Polski,
wyjaśnienie mordu Katyńskiego, popierałem ruch Sierpnia-80 na naradach w
uczelni, publikowałem swoje artykuły i wiersze w biuletynach
Solidarności.
Choć nigdy nie leczyłem się psychiatrycznie, to
jeszcze przez 13 lat wzywano mnie na komisję lekarską w latach: 1985,
1988, 1990, 1993 przepisując wciąż orzeczenie z 24.XII.1980 roku.
W
okresie od 19.01. do 20.02.2009 roku przebywałem na Oddziale Dziennym
Kliniki Chorób Psychicznych i Zaburzeń Nerwicowych Szpitala Akademii
Medycznej Gdańsku celem weryfikacji wcześniej postawionych diagnoz. W
trakcie badań nie stwierdzono istnienia chorób z wcześniej postawionych
rozpoznań.
Ja nie splamiłem munduru
oficera-Polaka, wprost przeciwnie piórem i słowem walczyłem o wolną
Polskę wtedy, kiedy zabraniano mówić o tym i represjonowano za to! Swoją
działalnością zagrzewałem innych do tej walki!
Ale dzięki zdrajcy Narodu Polskiego
gen Jaruzelskiemu i jego bandzie, za moje poglądy i działalność zostałem wyrzucony
z wojska przy pomocy fałszywego orzeczenia mnie przez Wojskową Rejonową
Komisję Lekarską człowiekiem psychicznie nieuleczalnie chorym tzn.: „neurastenikiem
pitiatycznym” i „psychopatą
histeroidalnym”!
Nic zatem dziwnego, że wśród moich pasji oprócz badania historii
Gdańska i jego zabytków jest problematyka społeczno-polityczna, której w
moich wierszach poświęcił tak dużo
serca i miejsca.
SERDECZNIE ZAPRASZAM DO ZAPOZNANIA SIĘ
Z MOJĄ NAJNOWSZĄ KSIĄŻKĄ

Gdańsk 2009
©
2009 Franciszek Krzysiak
Druk:
Wydawnictwo DJ Drukarnia
80-371 Gdańsk,
ul. Jagielońska 2/4,
tel./fax 058 7188659
www.dj.tgw.com.pl
dj@tgw.com.pl
LIRYKA
Dedykuję
tym, którzy marzą skrycie.
by
innym i sobie upiększyć życie!
LEŚNY KONCERT
Do koncertowej wchodzimy sali
Po rozpostartym dywanie z traw
Gdzie wyrośnięte łodygi malin
Kształt posiadają teatru ław.
Wysokie świerki wprost jak
panowie
W swych garniturach
wyjściowych są
Korony chylą jak gdyby
głowy
W przyjaciół wchodząc
rozmowny krąg.
Liściaste drzewa, szczególnie brzozy
W balowych sukniach z brokatem łez
Natury dzieło, cud wymarzony
Wachlarzem liści roznoszą szept.
Odpukał dzięcioł już trzeci
dzwonek

Na sali cisza, zielony
mrok.
Na wstępie kilka słów rzekł
skowronek

Opisał barwnie koncertu
tło.
Reflektor słońca przykryła chmura
Po bębnach stukał wirtuoz deszcz
Subtelnym głosem: „to uwertura”
Powiedział do mnie mój sąsiad jeż.

Za chwilę słyszę płaczące trele
Ich melancholią nabrzmiały
głos.
Sam już odgadłem to
wiolonczele
Lecz wtem solówkę rozpoczął
kos.

I taki nastrój wprowadził w sali
Że śpiewać pragnął z nim każdy widz!
Do rytmu wszyscy się kołysali
Z radości żółknął malutki rydz.

Następnie tkliwie zanucił
słowik

Przyrodzie pieśnią oddawał
cześć.
Miłosne hymny w tej
były mowie
Bez przeszkód sala pojęła
treść.
Oklasków burza wnet się zerwała,
Pioruny biły żelazem w dłoń
Z szacunkiem wstała aż z ławek sala
By przed artystą pochylić skroń.
I gdzie byś spojrzał
czy w lewo, w prawo,
Czy na balkony, czy w przód,
czy w tył
Gałęzie biły szalone brawo
A las euforią
nieziemską żył.
Wspaniały koncert mówiono wokół.
Wyjrzało słońce zza czarnych chmur,
Łzy szczęścia miały róże w oku

A wiatr odleciał na szczyty gór.
Szczęśliwi wszyscy widownia
cała
Pajęcza nawet zerwana nić
A potem przerwa
zapanowała,
By nowi goście też mogli
przyjść.
(Byłem w 1976 r. na ćwiczeniach
wojskowych w lasach bydgoskich. Przesieka leśna była tak ładnie
trawą porośnięta, że wyglądała jak dywan. Po jej bokach kępami rosnące
maliny koloru jasnobrązowego podobne były do ław. Brzózki, płonące
zielenią wyglądały majestatycznie. Ich gałęzie pod wpływem lekkiego
wiatru poruszały się jak wachlarze w dłoniach dam. Zwilżone liście
kroplami deszczu mieniły się jak brokatowe stroje pań na dobroczynnym
balu wyższych sfer, szepczące sobie do ucha ploteczki nieopodal stojących
gentelmenów w garniturach iglastych. Spędzone godziny w tym
lesie bogatym w ptactwo, aż zmuszały, aby to uwiecznić! Zacząłem
pisać i wtedy rozpoczęła szalona burza…)
Siedzę
jeden
(To przekład mego wierszyka,
który najpierw napisałem po rosyjsku w 1976 r. „Сижу один” str 113)
Siedzę jeden.
Siedzę samotnie,
Lecz myśli moje
Są zawsze z Tobą!
Tobie dam
Moje serce,
A Ty swoje
Otwórz dla mnie!
Wiatr Ty i ja
Już pierwsze liście spadają
z drzew.
Już wiatr buszuje, swawolnie
wieje,
A ja mu serca ślę mego
śpiew
Bo on rozpala we mnie nadzieję.
Że jutro będzie piękniejszy
dzień,
Że maj na stałe we mnie
zagości!
Dlatego dzisiaj już cieszę się,
Otwieram serce Tobie na oścież,
Bo moim majem to jesteś Ty!
Masz w ustach słońce,
a w sercu wiosnę
I choć wyciska mnie wiatr
i łzy,
Bez przerwy serce me jest
radosne!
Więc harcuj wietrze! –
jak chcesz to wiej!
Wierz mi, że lubię gdy jesteś
ze mną,
Bo mnie wprowadzasz
w miłosną sień,
Gdzie kwiaty uczuć nigdy nie
więdną!
Leśny spacer
W gęstwinie lasu, wśród
małych drzew
Wąziutka ścieżka prosiła nas
By idąc, wsłuchać się
w ptaków śpiew
I jednocześnie podziwiać
las.
Balsamem ciszy łagodząc krok
Patrzyłem wokół na mech, na
chrust,
A Twój namiętny, kochany wzrok
Rzekł, bym się napił nektaru
ust.
Splątani szczęściem, dotykiem
ciał
Przystanęliśmy wśród leśnych
fal
Jam rzekł, choć Amor coś od nas
chciał
Posłuchaj Skarbie las koncert
gra…
Spotkanie z zającami
Pamiętasz przy torach na
łące
Dwa śliczne dość duże zające,
Gdy szliśmy z powrotem do domu?
Dreptały cichutko, powoli
Rwąc trawkę, zaznając swawoli,
Nie niszcząc niczego, nikomu.
Wtem w górę swój wzrok na
nas wzniosły
Śmiem orzec, że trochę
zazdrosny
I stały tak w ciszy w milczeniu.
Tuliłaś do mojej się twarzy,
A one chcąc nas nie urazić
Zajęły się swym pożywieniem.
Słyszałem cichutki szept trawy
Służącej szarakom za strawę
Mówiła o dziwo:
„Smacznego!
Nie bójcie się to zakochani
W ich sercach jest miłość bez granic
Nie zrobią Wam wierzcie nic złego!”
I znowu spojrzały zające,
Nas usta paliły gorące,
Świat płonął miłością,
zielenią.
Już szliśmy, a małe
szaraki
Łepkami dawały nam znaki
Jak gdyby chcąc rzec: „Do
widzenia!”
Telepatia miłości
Chciałbym zliczyć w sumie
czas ten
Te godziny i te dnie,
W których jestem
z Tobą razem,
Choć tu nie ma przecież Cię!
W którym widzę, dokąd
idziesz,
O czym marzysz,
o czym śnisz?
Skąd mam tyle takich widzeń?
Nasza miłość mówi mi!
Twoje usta czuję czasem!…
Wiem gdzie jesteś w każdy
dzień!
Znam szczegółów Skarbie masę,
Bo najdroższa kocham Cię!...
Powitanie w Słubicach
Lubię popatrzeć na fotografię
Na której Skarbie jesteśmy razem.
Smutek przełamać wtedy potrafię
Dzięki podróży w kraj wspomnień, marzeń…
Widzę jak biegniesz, dłonie
wyciągasz…
Drżę byś się czasem nie
przewróciła.
Wzmaga się we mnie miłosna
żądza
Prawie szaleję ze szczęścia
Miła.
Krótki odcinek zdaje się długi,
Chociaż biegniemy sobie naprzeciw!
Słońce na Ciebie rzuca swe smugi,
A Ty Aniele na skrzydłach lecisz,
Nie po betonie, ale przez
łąkę…
Biegniesz wśród kwiatów chabrów
i maków,
Róża Cię wita schylonym pąkiem,
Hymn powitalny śpiewa chór
ptaków.
Radość dostrzegam ust Twych i oczu
Szał mej tęsknoty rozpala serce!
Myślą– na widok - ustam Twe poczuł
Czule uchwycił najdroższe ręce.
Jeszcze krok jeden
i słodkouste
Splotły rękoma nasze dwa ciała.
W siebie wtopieni miłości
bóstwem,
Łaska Olimpu na nas spływała.
Ja to przeżywam codziennie jeszcze,
Słyszę serc bicie, namiętny stukot,
Czuję ust naszych niebiańskie kleszcze
Śpiewam bez przerwy: „Besa me mucho!”
Nawet przyroda nas zrozumiała
Pokłon oddając ciszą w tej
chwili,
Gdy w nas płonęły serca
jak szkarłat,
Gdyśmy rozkosze jedli
i pili.
Proszę Aniele znowu przybiegnij!
Chwyć mnie jak wtedy w swoje ramiona!
Tam na chodniku kroczek od jezdni…
Przybądź me szczęście ma upragniona!
Oddam Ci usta! oddam Ci myśli!
Oddam Ci serce! Oddam Ci
siebie!
Jeśli nie możesz, choć mi się
przyśnij,
Wiedz, że żyć z Tobą
pragnę jak w niebie!
Tyś…
Tyś mą wiarą,
Tyś nadzieją,
Tyś radością,
Tyś miłością mą!
Czym by było
Moje życie
Bez miłości Twej
I bez wiary w Ciebie?
O Tobie marzę
Za Tobą tęsknię
I moje życie
Dla Ciebie mam!
Bez Twej miłości
I bez Ciebie
Po prostu byłbym
Jedynie zerem.
Znalazłem
(Oryginał:
„Gefunden” - Johann Wolfgang von Goethe)
Raz szedłem lasem
Bez celu wprost,
Nie planowałem,
By szukać coś.
Wtem w cieniu drzewa
Dostrzegłem kwiat,
Co piękniej świecił
Niż niebo gwiazd
Chciałem go zerwać,
On do mnie rzekł,
Czy chcesz bym zwiędnął
I po to rwiesz?
Więc wykopałem,
Swą dłonią kwiat,
By nim upiększyć
Przed domem sad.
Już puścił pędy
I rośnie zdrów,
Tak pięknie kwitnie,
Że brak mi słów.
Siedzieli
i pili przy stole
(Oryginał:
„Sie saßen und tranken” - Heinrich Heine)
Siedzieli i pili przy
stole
Miłości nie szczędząc słów,
Panowie bywalcy dworu
I panie podobne do bóstw.
„W marzeniach jest
miłość przepiękna”,
Tak starszy pan radca rzekł.
Radczyni z ironią się
śmiejąc:
„Waćpanie co mówisz! No
też…”
Kanonik też usta otworzył
„W miłości
gwałtowność jest zła,
Bo może zaszkodzić
zdrowiu!”
A na to panienka:
„a jak?”
Hrabina stwierdziła króciutko,
Że „miłość to pasja
i cud”
I wzięła kieliszek
z wódką,
By zgasić swój smutek
i ból.
Tam było też wolne krzesełko
I tam skarbie ty winnaś
być,
Bo Ty byś to mogła najpiękniej
O Twojej miłości rzec im.
Ciemne
szczyty
(Oryginał: Dunkle Giebel - Joseph von
Eichendorff)
Ciemne szczyty, okna wielkie,
Wierze patrzą z głębi
mgieł,
Ołowiane widma – rzeźby
Stoją strzegąc domów sen.
Księżyc nie wie już, czy
marzy…
I z wrażenia prawie
zbladł,
Patrząc na zaczarowany
Skamieniały baśni świat.
I w cudownej
samotności
Tan niebiański wieczny stróż
Nad dachami wzrokiem wodzi
Zasłuchany w morza szum.
Jak przed laty strażnik
w wieży
Wyśpiewuje starą pieśń:
„Niech żeglarzy pan Bóg
strzeże
W każdą noc i każdy
dzień”.
(Joseph von Eichendorff (1788 – 1857) wielki syn
niemieckiego romantyzmu, mieszkał w Gdańsku w latach 1821
– 1824 i przyjaźnił się z Schönem (Nadprezydent Prus
Zachodnich) i biskupem warmińskim)
Słońce
Jedni się na wszystko żalą
I choć słońce nawet świeci
Idąc go nie widzą wcale.
Są też drudzy tacy, którzy
Ledwie wiążą koniec
z końcem,
Ale choć się niebo chmurzy
Widzą zawsze tylko słońce.
Bawmy się
Dopóki będę jeszcze żyć
To będę marzyć, będę śnić
Omijać będę wrogi los
Posłucham jak zaśpiewa kos,
Kanarek, słowik, cały las
I będę rozweselał was.
Opowiem wam: jak płynie jacht
I jakich się nie lubi wacht,
Co znaczy takie słowo „das”
I jak smakuje ruski „kwas”
Wiem, - chcecie by omówić „sex”
Lecz tutaj siedzi parę beks
Co mogą to zrozumieć źle
I inni będą szarpać mnie,
Że młodzież gorszę wobec was
Oczernią potem razem nas
Więc lepiej bawmy razem się
Ja was zabawię, a wy mnie.
Czym?
Czym jest człowiek bez człowieka,
Czym zwycięstwo bez porażek,
Czym jest światło bez ciemności,
Dzień bez nocy, czerń bez bieli?
Czym jest lato bez jesieni,
Lub bez wiosny mroźna zima?
Czym jest zdrowie bez choroby,
Albo radość bez boleści...
Czym uśmiechy bez chwil płaczu,
Czym rozrywka bez znudzenia,
Odpoczynek bez zmęczenia?
Czym jest wiara bez niewiary?
Czym by takt był i subtelność,
Gdyby chamstwo i bezczelność
Też na świecie nie istniały?
Czym jest piękno bez brzydoty,
Czym jest rozum bez głupoty,
Czym niedziela bez soboty?
Czym dni głodu bez sytości,
Czym jest słodycz bez krzty soli?
Czym jest młodość bez starości,
Czym jest miłość bez miłości.
Rozmowa z Wiatrem
Przynieś mi Wietrze radość jej oczu
Włosy zwichrzone szumem Twych fal
Przynieś jej usta, chciałbym je poczuć
Chciałbym zobaczyć jak liści szal.
Spełnij me prośby Wietrze mój
złoty
Ja o nic więcej nie proszę
Cię
Spełnij marzenia mojej tęsknoty
Ja Ci wierszami odwdzięczę się.
Lubię
Lubię patrzeć na zielone drzewa
Lubię słuchać w lesie jak ptak
śpiewa,
I jak skrzypią wielkich
drzew konary
I jak szumi cicho dąb
prastary,
I jak płynie woda gdzieś
w potokach.
Lubię patrzeć też gdy mkną
w obłokach
Małe lub potężne czarne chmury,
Które gonią wiatry
i wichury.
Lubię patrzeć jak się dziecko
śmieje.
Zmierzch zapada lub jak rankiem
dnieje.
Lubię jak mąż pracą przemęczony
Odpoczynek znajdzie koło żony.
Lub jak żona chce odpocząć
trochę
A mąż czule „dobrze
Skarbie” powie.
Lubię jak ktoś, mówi komuś
lubię,
Lubię, bo ja lubię, choć się
czubię.
O mojej obecnej pracy
Pracę moją bardzo lubię,
Bo w niej przecież innym służę!
Mówię piękne słowa, wiersze…
Stare, znane, albo pierwsze,
Pełne treści, różnych znaczeń,
Które piszę lub tłumaczę.
A, gdy czasem deszczyk pada
To życzliwie opowiadam
Anegdoty i kawały,
By odprężyć grupę całą!
Pokazuję na życzenie
W świątek, piątek i w niedziele.
Las, jezioro – cud natury,
Albo coś z architektury!
Tu Oskara, tam Neptuna,
Lub ratusze, Dwór Artusa,
Mury, baszty, bramy, mosty,
Pomnik obok Polskiej Poczty!
Tu katedrę, tam Memlinga[1][1],
Łodzie pomne aż Wikinga…
I z bogactwa pełne sławy
Żuraw, spichrze nad Motławą.
Zimą, wiosną częściej latem
Nasze słynne Westerplatte!
Czasem zagram i zaśpiewam!
Przy mnie z nudów nikt nie ziewa,
Nawet Niemiec, ni Słowianin!
Dziś żyjemy już bez granic!
Kocham Cię
Kocham Cię – te słowa dwa
Sensem mego życia są!
Kocham Cię pragnę mówić Ci bez przerwy,
Bo dla mnie wszystkim jesteś Ty.
Tyś mym rankiem i wieczorem,
Moim czuciem i myśleniem,
Mą radością i nadzieją
I spokojem jesteś Ty.
Bez Ciebie życie jest dla mnie pustką,
Bo moim życiem jesteś Ty!
Wiersz!?
Nie wiem, czy ty o tym miła wiesz,
Że nietrudno jest napisać wiersz.
Jeśli człowiek nastrój dobry
ma,
To i coś go do pisania
pcha.
Adresat winien miłym być,
Wtedy wije się poezji nić.
A niestety, często nie
jest tak.
I dlatego w wierszu
ciepła brak.
Można zatem by napisać też,
Pod formalnym względem, dobry wiersz,
Czyli wszystko będzie jakby
grać
Lecz uczucie będzie
w miejscu stać,
Z wiersza będzie wionął tylko chłód,
Bo tam gdzie jest serce siedzi lód.
Spojrzenie w przyszłość
Jeszcze dni parę Aniele mój
Przeszłość wyrzucę wreszcie na
złom
I się zakończy udręka ból!
Kielnię chwycimy, budując dom,
W którym zamieszka: Miłość
i My,
Szczęście wykute we łzach
i snach,
Które w rozkoszach
będziemy pić!
Naprzód więc idźmy,
a nigdy wspak!
Hasłem niech będzie radość
i czar
Przeżyć wprost świętych,
miłości moc,
Nie spotykany na świecie dar
Serca płomienie świecące
w noc
Niech upiększają nam każdy
dzień,
Choćby deszcz padał, śnieg czy
grad!
Moja najdroższa ja kocham Cię!
Dziś już z przyszłości
wiedz, jestem rad!!!
Zakochany człek
Wzniesiona głowa
Wyraźna mowa
Otwarty wzrok
Sprężysty krok
To cechy człeka
Co już nie czeka
Na szczęścia dni
I tylko śni
Lecz walczy o nie
Gdy pada, tonie,
A kiedyś był
U kresu sił…
Jak gdyby żmija
Z bólu się zwijał
I już był blisko,
Aby poddać się…
Lecz dostrzegł oczy
I czuły uśmiech,
Nadziei łut!
I krzyknął nie!
I znów chce kochać,
I kochanym być!!!
Gdy odejdzie miłość
Życie bez miłości
Cierpkie jest i suche.
Życie bez miłości
Bywa bardzo kruche.
Zycie bez miłości
Puste jest i głuche.
Życie bez miłości
Bije swym obuchem.
Dzień jak „co dzień” mija,
Brak w nim zawsze słońca
I tak wciąż bez końca…
Wreszcie zginie przyjaźń,
Zacznie się niemiłe
Współżycie na siłę.
Jesień

Minął wrzesień
Już październik.
Rozsypała liście jesień
Po ziemi.
Słońce czasem wpadnie
Tak jak ktoś po ogień.
Już się gniewa na nie
Opuszczone morze.
Szron spod trawy głowę wznosi
Ślizga się po dachach
Jakby gonił wiersza motyw…
A wiatr hasa,
Rzuca chłodem w mury
Obejmuje zimnym dreszczem.
W stada zgania chmury
I grozi deszczem.
Sam
Niestety sam
Zostałem tu.
Odeszłaś stąd
Nie mówiąc nic.
Upływa czas
Nadziei brak.
Zamknięte drzwi.
Czyjś słyszę krok,
Lecz to nie ty.
Choć w sercu ból
Powiększa się.
Ja czekam tu.
Chwila marzeń
Tak bym chciał, byś już była w domu...
Choć tak daleko stad do Ciebie...
Tak bym chciał..., kręte drogi omiń
Jedź proszę prosto wciąż przed siebie!
Tak bym chciał... i z radości płakał...
Byś parę słów mi napisała...
Ja bym je pociął na litery
I z nich bym serca nam wybierał...
Jesienny liść z drzewa spadł,
Jak kartka z kalendarza…

Co przyniósł Ci, lub co Ci skradł
Miniony dzień?
Czy będziesz o nim marzyć?
Co da Ci jutro dzień i noc
I uścisk dłoni, śmiech lub złość,
Serdeczna przyjaźń, lub jej brak…
Kolejny liść znowu spadł…
Jesienny wiatr
W zmęczonej ciszy
Po szybach gwiżdże
Jesienny wiatr.
Raz chluśnie deszczem
Raz rzuci liściem
Poruszy wspomnień blask.
Splecione dłonie
Wykrzeszą ogień
A czasem łzy.
A wiatr przekora
Z dziś robi wczoraj
Więc warto żyć!
Szkoda…
Dostrzegłem idąc na śniadanie
Sprzedawcę z koszem
ślicznych róż.

Więc myślę: „Kupię Ci
Kochanie”
Chwyciłem się za portfel
już…
Lecz przyszło wnet
rozczarowanie:
Niestety Ciebie nie ma tu!!!
I w moich oczach
zaczął marnieć
Koszyczek przecież pięknych
róż…
Enigmatyczna okazja!
Wiele
w życiu można przeżyć
Ale
trzeba wciąż się uczyć
Latem, wiosną,
nawet zimą!
Energicznie
sport uprawiać!
Na
pływanie także chodzić,
Turystycznie
w świat wyjeżdżać
Ystad,
Pragę, Berlin zwiedzić!
Nigdy
się nie złościć, gniewać!
Kochać
bliskich sercem całym
I do
wszystkich się uśmiechać!!!
Warszawska refleksja
Mała, blada z zimna, wygięta w pałąk
W drżących dłoniach trzyma laseczkę białą
I maleńkie bardzo – blaszane wieczko…
Wokół biało, śnieg jak rozlane mleko
Pomalował wejścia do sklepów, klatek.
„Niewidoma prosi o skromny datek”…
Na cemencie siedzi, wyciąga dłonie…
Mimo śniegu chodnik od ruchu
płonie
Śpieszą się ludziska tam
i z powrotem
Nikt nie sięgnął choć po
malutką kwotę…
Przeszło szereg ojców
i wiele matek…
„Niewidoma prosi
o skromny datek”…
Widzę nowe płaszcze, kożuchy, futra…
Każdy zmierza, goni do swego jutra.
Tylko ona siedzi, choć wiatr zacina…
Ludzie! Stójcie! Spójrzcie! – ta starowina
Ma z pewnością już siedemdziesiąt latek.
„Niewidoma prosi o skromny datek”…
Nowy Świat – ulica! Cóż
ja wam powiem?
„Przyszłość”
– społeczeństwo buduje sobie!
Jej „dziś” jest
potrzebne! Czy mnie rozumiecie!
Tę staruszkę siwą tabliczka
gniecie,
Trzyma ją na płaszczu
z przeróżnych łatek:
„Niewidoma prosi
o skromny datek”…
Warszawa 03.03.1976 r.
JAK ŻYĆ? SENS ŻYCIA…
Sapere aude (odważ się być
mądrym)
Horacy
ABC życia - nie tylko -
starszych.
Aluzje
dobre są i złe
W tym tu napisanym ABC.
Bardzo
ważne dbać o zdrowie,
To Ci dzisiaj każdy powie!
Carpe
diem[2][2] nie trać czasu!
Z używkami skończ lub
spasuj!
Dobrze
pożyć długie lata
Więc z naturą trza się
zbratać.
Eros też
ma swoje prawa,
Myślę, że to jasna sprawa.
Florę,
faunę trza podziwiać
I właściwie się
odżywiać.
Grabki,
szpadle mieć w ogrodzie,
Wciąż podlewać go
o wschodzie
I mieć
ławkę przy altanie,
Parę książek do czytania.
Jakieś
kwiaty i warzywa
By ich plony móc spożywać.
Kiedy
trzeba innym pomóc
Może oni też pomogą.
Lipy
kwiaty w lipcu zbierać!
Pić herbatę, pieśni śpiewać!
Ładnie
się uśmiechać zawsze
Będzie zdrowsze serce nasze.
Miłość
przyjdzie i zostanie
I piękniejsze jest
kochanie.
Nie ma
smutku, są radości!
Nie ma stresów, nie ma
złości!
Och jak
piękne bywa życie!
Wielu o tym marzy
skrycie.
Tempus
fugit czas ucieka!
Nie marnujmy go już teraz!
Uczmy
się umilać życie
I to można wyśmienicie!
Ważne, aby
cenić wierność,
Być aktywnym, a nie
biernym!
Zdrowo,
zgodnie żyć w miłości,
No i bez żadnej
zazdrości!
Przeżywać szczęście
(Oryginał w j. niemieckim: autor: NN)
Przeżywać szczęście – to wielka sztuka!
Szczęściarza grać – mydlana bańka…
Szczęśliwym stawać się – to praca długa,
A w szczęściu trwać, to z życia bajka!
Człowiek zyskuje więcej
śmiejąc się z życia, niż lamentując nad nim! Seneka
Zawsze radzę wszystkim podarować innym
(jeśli są ekonomicznie w stanie) coś materialnego, jakiś drobiazg,
ale użyteczny, a jeśli nie są w stanie, to chociaż dobre słowo,
jakiś gest lub uśmiech.
Uśmiechnij się!
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Uśmiech nic nie kosztuje, a czasem daje wiele!
On czyni bogatszym tego, kto go otrzyma
I nie zuboża tego, kto go podarował!
Trwa mgnienie oka, ale jego echo może na długo pozostać!
Nikt nie jest tak biedny, aby nie mógł go podarować!
Nikt nie jest tak bogaty, aby go nie uszanował!
On tworzy szczęście w domu, pomaga w interesach
I budzi sympatię wśród bliskich i znajomych!
On jest pocieszeniem w smutku, lekarstwem w bólu!
Jak dobrze, że nie musi się go kupować, ani kraść,
Bo on ma tylko wartość, jak się go podaruję!
Dlatego uśmiechaj się jak najczęściej!
Uśmiechaj się! Z uśmiechem Ci do twarzy!
Dobra rada
(Oryginał „Guter Rat” –
Maria Radermacher)
Zegar życia nigdy nie staje,
Dlatego wykorzystuj swój czas!
Życie jest tak piękne!
Chwyć w dłonie Twoje szczęście
I trzymaj je mocno,
Jak najmocniej,
Bo jeśli przeminie, to nigdy nie wróci…
Dlatego żyj pełną piersią!
Wykorzystuj swój czas!
Dzisiaj jest teraz!
Do jutra jest daleko!
Dzisiaj…
(Oryginał: „Heute” –
Maria Radermacher)
Dzisiaj jestem szczęśliwy!
Dzisiaj jest tak pięknie!
Być może jutro będę smutny,
Być może jutro wszystko przeminie…
Tylko dzisiaj,
Tylko ta chwila jest teraźniejszością,
Jest tym co się liczy!
Dzisiaj będzie jutro przeszłością,
Będzie tym,
Czego będzie mnie brakowało…
Dlatego dzisiaj, jestem szczęśliwy
I dzisiaj, teraz jest tak pięknie!
Być może jutro będę smutny…
Być może jutro wszystko przeminie…
Bardzo szanuj Twój każdy DZIEŃ
(Oryginał.: „Achte Gut auf diesen Tag”, autor: NN)
Wiedz, że to co minęło nie wróci!
Pomyśl o tym i właśnie dlatego
Bardzo szanuj Twój każdy DZIEŃ!
Ponieważ on jest Twoim życiem!
Cząstką całego Twego życia!
W jego krótkim przemijaniu
Jest sens rzeczywistości
I prawda istnienia, smak pocałunków
I rozkosz podniecenia,
Wielkość czynu
I radość tych chwil przyjemności!
Wczoraj jest już tylko snem,
A Jutro tylko wizją!
Ale Dzisiaj pięknie spełnione
Efektywną pracą i dwojga radością
Czyni każde wspólne Wczoraj snem pełnym szczęścia!
A każde Jutro wizją pełną nadziei!
Dlatego bardzo szanuj każdy Twój DZIEŃ!
Bo to jest DZIEŃ Twego ŻYCIA”!
Spójrz na
swoją przyszłość pozytywniej!
(Oryginał
w j. niemieckim; autor: NN)
Potraktuj każdy dzień jak podarunek!
Nie bierz go takim, jaki on jest,
Ale dotknij go cudowną różdżką
Twoje fantazji!
Upiększ go kolorami kwiatów,
Rymami, rytmami wierszy
I muzycznymi szlagierami!
Każdy dzień uczyń Twoim dniem,
Świątecznym dniem,
Takim dniem – wydarzeniem,
Którego Ty nigdy nie zapomnisz!
Człowieku
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Raz, dwa, raz, dwa i tak w marszowym rytmie
Ucieka nam czas i życie nasze z nim.
Harowaliśmy, a dzisiaj już starsi
Skrzywieni często i z włosów wytarci
Aż zorientujemy się kiedyś w końcu
Że powolutku się nam życie kończy
I z nas zrozumie być może niewielu,
Że przegapiło szereg życia celów;
Że mogli mieć więcej sztuki, kultury,
Radości, zdrowia, sportu i natury…
Człowieku dlaczegoś się tak zasiedział
Nie gnuśniej już, bądź mądry i świat zwiedzaj.
Ostatnie słowo!
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Napisz mi rano miłe słowo
Zanim wyjdziesz do pracy, proszę Cię,
Wiesz, że się wiele może zdarzyć,
Kto wie, czy znowu ujrzę Cię?
Życie tak szybko wciąż ucieka!
Minionych dni nie wróci nikt!
To co było, to tylko echo,
Często tak miłych, pięknych chwil.
Powiedz coś czule na dobranoc,
Kto wie czy rano zbudzisz się…
Chcę zapamiętać me Kochanie
Ostatnie piękne słowo Twe…
Wiosna,
lato, jesień, zima życia…
(Oryginał: „Frühling, Sommer, Herbst, Winter” –
Maria Radermacher)
Pamiętam życia wiosnę
Biegaliśmy tu i tam
Kochając to, co piękne, radosne
Przyjmując każdy wiosny dar.
A potem życia lato
Ocean szczęścia i zalotów
Kłopotów, trosk niemało!
Nie wróci ono już z powrotem.
Gdy dziś nadeszła jesień
To nie chcę tracić nawet miłych
słów
I marzę by powrócić mogły
Wiosna i lato znów.
A kiedy przyjdzie zima
To tak by dobrze było.
By w snach zobaczyć życia
wiosnę
Lato, jesień i pierwszą
miłość.
Przebieg
życia.
(Oryginał
w j. niemieckim; autor: NN)
Mając dwudziestkę zaczyna się dojrzalej żyć
I z radością w wymarzoną swoją przyszłość iść!
A w trzydziestce planuje się to bardzo śmiele,
Osiągnąć przy czterdziestce główne życia cele!
W rozpędzie snuje się przeróżne życia wątki,
Ale zapału wystarcza do pięćdziesiątki…
Rozrywkę i wygodę już bardzo ceni się,
A tu sześćdziesiątka po cichutku chwyta Cię!
Sensowniej próbuje się wykorzystywać czas,
Na wypoczynek: jezioro, spacery i las…
Chwali się lampkę wina i domowy spokój,
A tu siedemdziesiątka już kroczy u boku!
A z osiemdziesiątką raduje się każdy człek,
Gdy przyjaciele, bliscy o niego troszczę się
I dla nich z dziewięćdziesiątką staje się dobrym,
A po setce zdaje się, że było się mądrym…
Życzę Szanownym Czytelnikom:
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO.
Palacze.
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Palicie rano i wieczorem
Do pracy idąc i wracając
Palicie głodni najedzeni
I uśmiechnięci, i zmęczeni,
I chociaż lekarz Wam już powie,
Że coraz gorzej z Waszym zdrowiem
Palicie choć pół ćwierci…
By szybciej być na łożu ŚMIERCI…
Palacze
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Palicie rano i wieczorem
Ze smutkiem czasem lub z humorem.
Palicie głodni, najedzeni,
I wypoczęci, i zmęczeni.
Do pracy idąc i wracając
Na szczęście licząc, w totka grając.
Bo taka moda, więc palicie.
A przy okazji się chwalicie.
I aromatem i gatunkiem
Tak jak smakosze dobrym trunkiem.
Choć zabronione też palicie
Zakazu jakby nie widzicie,
I chociaż lekarz wam już powie,
Że coraz gorzej z waszym zdrowiem
To wy palicie choć pół ćwierci
By szybciej być na łożu ŚMIERCI!
Ja bardzo chętnie palę
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Ja bardzo chętnie palę
I będę długo tak
Jak Bóg da.
Choć płuca w dymie toną
I cieszy się
Maleńki rak!
Refleksja o starości
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Gdy będę stary, będę miał dużo czasu
I aby życzeń moich nie zaniedbywać,
To będę tak o nie dbał, jak kotek o sierść.
A miast się zamknąć w muszli jak ślimak mały
To będę szukać dojścia do innych ludzi
I zamiast się ukrywać w mojej jaskini
Z radością będę jechać naprzeciw słońcu
I zamiast stale zrzędzić na swoją młodość
Postaram się by wzmocnić me zmarszczki śmiechu
I żeby się nie wstydzić swojego ciała,
Pokażę zawsze z dumą mych przeżyć ślady,
I aby nic nie krasić siwizny farbą,
Wybiorę sobie kolor wiosennej róży,
I aby samej ciszy drzwi nie otwierać,
Zaproszę zaraz do mnie wielu przyjaciół
I by nie być niestrawnym dla mych znajomych
To będę pełną parą się cieszył światem,
I by nie oczekiwać na przyjście śmierci
Postaram się postępować, by żyć świadomie!
Gdy będę już stary, to chciałbym młodym być!
Zapamiętaj to siwy ojcze…
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)
Zapamiętaj to ojcze siwy!
Powiedz to też staruszce matce,
Nie działajcie za szybko nigdy
I nie dajcie wszystkiego dziatkom,
Bo będziecie bez domu, jadła!
Niepotrzebni nikomu, starzy
I ból wam będzie ściskał gardło,
I będziecie o chlebie marzyć!
Wiedzcie to, że świat z tego słynie
I w przysłowiach jest jego mądrość
Prosić o chleb, to znaczy ginąć!
Chleb rozdawać to świadczyć dobro!
Morze i Marynarka Wojenna

Piękno świata jest podobne do pływania
w morzu!
Obojętnie ile odpłynie
się od brzegu, to przed nami,
nieograniczone
przestrzenie!
Banderze oddaj cześć!
Gdy na polski okręt wchodzisz
Co Ojczyznę naszą strzegł
To z szacunkiem, bracie drogi,
Wpierw banderze oddaj cześć!
Pomyśl, ilu marynarzy
Przelewało na nim krew…!
Więc choć słońce w oczy
razi
Ku banderze głowę wznieś!
To był dom ich, tu walczyli
Nadstawiając swoją pierś
Byś Ty właśnie w tejże chwili,
Mógł banderze oddać cześć.
Pochłonęły morza wielu
Wojna trwała przez lat sześć
Na co czekasz, przyjacielu?
Czas banderze oddać cześć!
Zanim zejdziesz już z okrętu
Zapamiętaj ORP –
„Błyskawica”. „Orzeł”, „Sokół”
I banderze oddaj cześć!
Polskim marynarzom
(Po promocji
podporuczników marynarki w Gdyni w 1979 r.)
Ojczyźnie wierni, na lądzie, morzu
Nie szczędząc życia, nie szczędząc krwi
Dzielnie walczyli przez całą wojnę
Bo wroga trzeba do skutku bić.
Bandera polska na morzach
świata
W bój „całą
naprzód” z faszyzmem szła
I choć po wojnie mijają
lata
Swych synów zawsze pamięta
kraj.
„Grom”,
„Błyskawica”,„Gryf”,„Wicher”,
„Burza”,
„Generał Haller”, „Wilk”,
„Orzeł”, „Dzik”
„Sęp”, „Garland”, „Mazur” to
nasza duma
Niech nie zapomni z nas o tym nikt.
Dziś marynarski włożyłeś
mundur,
Więc go z należytym
honorem noś
I ucz się walczyć
o Polski jutro,
O pokojowy Ojczyzny los!
Zapamiętaj to na zawsze!
Owiani skrzydlatym marzeniem,
Stoicie wpatrzeni w swą przyszłość.
Wam latem jest słońce jesieni,
Bo pobrać nagrodę Wam przyszło.
Za lata porażek
i zwycięstw,
Godziny nad książką spędzone,
Niejeden egzamin, serc
bicie…
Dziś tego etapu jest koniec!
Promocja nastąpi za chwilę…
Już szabla dotyka Twe ramię
Patrz, ludzi przybyło aż tyle!
Spójrz w serce Ojczyźnie i Mamie,
Jak cieszy się, szczerze łzy
roni,
A Bałtyk aż skacze falami!
To morze, gdy trzeba masz
bronić
Wszystkimi swoimi siłami!
Dziś sznur już złocisty założysz,
Dystynkcje i kordzik, i czapkę.
Zazdroszczą cywile Ci młodzi,
Jak bardzo, to myślę – Ty sam wiesz.
Gdy pójdziesz do trapu, na
baczność
Wachtowy powita Cię świstem
I wszyscy się z lądu
popatrzą
Jak idziesz – Ty –
młody oficer,
Marynarz, obrońca Bałtyku!
Jak Ci co dawali wzór morski
Na „Orle”, „Mazurze”,
i „Dziku”
Lub szli poprzez Tobruk do Polski.
A teraz posłuchaj
mężczyzno!
- Dziś przy nas wyrzekłeś te
słowa:
„Ślubuję Ci wierność
Ojczyzno!”
- Tej świętej przysięgi
dochowaj!
Skłócone
morze

Skłócone morze
Spienioną gębą
Rozrzuca fale
Raz w górę, w dół.
Okręty tną je
Lemieszem dziobów,
A te jak w zmowie
Wracają znów,
Podstępnie pną się
I krzyczą, wrzeszczą,
I giną w stepie
Bezkresu wód.
Niektóre jeszcze
Znów się odrodzą,
Na ring wstępując,
Lecz cóż to da,
Gdy z tyłu
drugie
Kark im przekręcą
I same zginą
Jak ludzki los
Alarm na
Komodorze
(Z 45-dniowego
rejsu do Danii, Szwecji w 1975 r. – płynęło nas czterech)

Pamiętam miałem wtedy wachtę
Dwudziesta trzecia była prawie
Zmęczony spać już trochę chciałem,
Wiatr zdrowo gwizdał w nasze żagle.
Koledzy się już położyli
Chrapali jeszcze dosyć cicho
Poczułem jednak w pewnej
chwili,
Że ono by mnie też uśpiło.
Przemyłem twarz raz jeden drugi
Wypompowałem z zęzy wodę
Wiatr świstał swoje woogi – boogi
Jak by chciał życie mnie osłodzić.
Wtem widzę coś jak błysk
rakiety
I patrzę czy mnie wzrok
nie myli
Czerwony kolor jej niestety
Kurs süd – west[3][3], chyba siedem
mili.
Natychmiast alarm ogłosiłem.
Koledzy ze snu się zerwali,
Choć Staszek spytał mnie – Co śniłeś?
To wszyscy rozkaz wykonali.
Jak zawsze pierwszy był kapitan
Kurs na rakiety kazał trzymać
Już Staszek nie miał żadnych
pytań
I przestał się jak zawsze
zżymać.
Zapalić silnik – rozkaz leci
I kamizelki szybko włożyć
Och żeby tam nie było dzieci
I nie szalało bardziej morze!
Już na pokładzie wszystkie liny
I odbijaki przyczepione.
Poważne mają wszyscy miny
I bacznie patrzą
w rakiet stronę.
Dwunasta prawie. Nic nie widać
Rakiety lecą wprost bez przerwy
Płyniemy morzu walkę wydać.
I każdy z nas jest pełen werwy.
- Lecz rakiet tych jest coś za
wiele.
Skąd taki wielki zapas mają?
To noc z soboty na
niedzielę
Czy to na lądzie nie strzelają?
- Kapitan rzekł - tak to wygląda
Przekonać jednak się musimy.
Niech każdy dobrze tam spogląda.
Na razie kursu nie zmienimy.
Po pół godzinie kurs zmieniony
Bo odwołany alarm został
I każdy chociaż był
zmęczony
Nie malkontencił, że nie
pospał.
Bo żeglarz musi być gotowym,
By w każdej chwili iść z pomocą,
Rozbitkom, chorym, czy też zdrowym
W deszcz, burzę i sztorm, dniem i nocą.
Henrykowi
Jaskule
(Żeglarz z Rzeszowa, który jako
pierwszy Polak, a w ogóle trzeci, samotnie opłynął świat bez
zawijania do portów w okresie 12.6.1979 –20.5.1980)
Dwunasty czerwiec
Z basenu w Gdyni
Jacht „Dar Przemyśla”
Wypłynął w świat.
A na nim żeglarz
Jaskuła Henryk
Samotnie wyszedł
W kolejny rejs.
Skłócony z światem
Chciał go opłynąć
Bez zawijania
Do portów bram.
Czegoś zapomniał…
Ktoś coś mu zabrał…
Pragnął spokoju
Choć jeden dzień.
Od kei odbił
Z zatoki wyszedł,
Wybaczył wszystkim
Swój ból i żal.
Czas szybko gonił
Rozwijał trawers,
A on już poznał
Tęsknoty czar.
Już chciałby wrócić…
Już zaczął marzyć
Lecz tyle jeszcze
Zostało mil.
Ktoś przesłał czasem
Wieść: Jest! – Nie
zginął!
Sól gryzła pokład,
A metal rdza.
Dwie półwywrotki
Na oceanie
A potem orek
Zgłodniałych tan.
Bez odpoczynku
Odwaga, słabość
W zwątpienia falach
Czyhały wciąż.
Czasem zaśpiewał,
Układał wiersze
Choć brakło rymów
Lecz było lżej.
Mijały noce
Dni i miesiące,
Już jedenaście
Meldował wiatr.
Aż w końcu:”Witaj
Kochana Polsko”!
Wykrzyknął w Gdyni
I zszedł na ląd.
Nie płacz morze
Tyle wyznań o miłości…
Tyle było czułych słów.
Aż się teraz co dzień złościsz,
Że zostałoś samo znów.
Tacy są urlopowicze…
W lecie jest ich tutaj
tłok,
Teraz dla nich jesteś niczym
I tak będzie – wiedz
– co rok!
Z krzykiem wpadną w Twe objęcia
Wezmą nawet wody łyk,
A gdy Ty jesteś w potrzebie
Nie odwiedzi Ciebie nikt.
I choć nikt Ci nie pomoże
Nie płacz proszę! –
Porzuć żal.
My będziemy z Tobą Morze
Marynarze – Twoja straż!
ZAANGAŻOWANE
SPOŁECZNO-POLITYCZNIE
Życzę judaszom, tyranom i oprawcom, aby
ich sumienie, za ich czyny, gryzło z taką siłą,
z jaką czołg miażdżył niewinne ludzkie ciało!
Wstęp
To nie są wiersze
Co będę mówił,
To fotografia
Tamtych dni!
To proza życia
Naszego kraju,
To strzały z broni
Prosto w tych
Co chcieli byśmy
Żyć mogli godnie
Lecz padli martwi
Od polskich kul! Gdynia 02.03.1981 r.
Czekaliśmy
Czekaliśmy
Całe lata!
Czekaliśmy
W celach, domach
Każdy wierzył,
Każdy marzył,
Kto wolności
Tylko pragnął,
Że nadejdzie
Taka chwila,
Duch w narodzie
Się obudzi,
Sięgną ręce
Po ich prawa
I swym siostrom,
Swoim braciom
Wybudują
Same pomnik. Gdynia 13.01.1981r.
MORDERCOM
ZMOwa MSW-u I MON
Nas kosztować MOże
drogo,
Bo eMO gdy nada
ton,
Gdy do walki wkroczy ZOMO
I gdy UBezpieczy MON
Na ulicach padną trupy,
Bo legalnym będzie MOrd
Pod nadzorem MONskiej
hunty.
MOrze
będzie pełne łez.
Bo UBezwłasnowolnieni
DeMOkracji zrobią
wbrew!
Będą bić, UBijać,
więzić!
Krew popłynie w dzień i w noc,
MOdel
MOskwy zapanuje…
Z głodu trupów będzie MOc,
TV-ał „sukces” też zMONtuje…
Dumnie więc PZPR
Zgłosi swą MObilizację,
By skierować władzy ster
Znowu na kolaborację.
Robotnikom da się w łeb,
A MOrdercom za MOrale
Znów się da należną cześć
I MONety MOże krwawe… Gdynia 01.12.1981 r.
Za pokutę
Tym, którzy wydali rozkaz: „Strzelać!”

Wiem, Ty pragniesz wybaczenia…
Za pokutę jedź do Gdańska!
Jak dojedziesz, wyjdziesz z dworca,
Spojrzysz w lewo, ujrzysz pomnik
Swoich ofiar!
Na kolanach idź do niego!
Pod krzyżami na twarz padnij
I tak zostań aż do śmierci!
Może wtedy Ci wybaczą. Gdynia
14.01.1981r
Nie urodzone dziecię
Już kupiono mu pieluszki
I rajtuzki
i grzechotkę!
Oglądano się za wózkiem
I myślano też
o żłobku!
Było zdrowe, tak kopało!
I już rosło w oczach
matki,
Tata w przyszłość patrzył
śmiało
Chociaż ceny wciąż wzrastały.
Macierzyństwo to rzecz święta!
To jest chyba szczyt miłości!
Jak się matka troszczy, lęka
O swą ciążę, gdy czas
rodzić.
Chociaż strajk był, wyszła
rano,
Bo do pracy wzywał premier!
Po co krzyczeć mają na nią
Lub potrącić teraz premię!?
Obowiązek, obowiązkiem!
Więc z radosnym ciąży
bólem
Gdynia Stocznia – szła po
moście,
Gdy zaczęły lecieć kule…
I ta wieść wstrząsnęła
światem!
Nie wiem, czy Wy wszyscy
wiecie,
Że od kuli padła matka
I nie urodzone dziecię!!! Gdynia 24.03.1981r.
Żądaj prawdy i zapłaty …
Polsko !
- Przeżyłaś z honorem
Gehennę zaborów,
Okupacji.
Polaku !
- Nie przyznawano Ci racji
Wiele lat !
Wyprostuj kark,
Żądaj prawdy
I zapłaty
Za Poznań, Gdańsk.
Gdynię, Szczecin !
Za Elbląg, Ursus,
Radom, Bydgoszcz !
Za zabitych i bitych
Za niesłusznie więzionych !
Jeśli się teraz tego nie
doczekasz,
Zabiją w Tobie człowieka
I tak Cię rzucą na kolana
Byś nie próbował więcej
stanąć ! Gdynia 27.03.1981r.
Rzekł
Wałęsa
„Za
rok przyniesiemy po kamieniu i sami zbudujemy pomnik”
1979 Lech Wałęsa
Wy daliście swoje życie,
Jak zbawiciel na ofiarę
A przyjaciół grono skrycie
Przychodziło tutaj stale.
Przychodziło w maju,
grudniu,
I składało kwiaty, wieńce,
Chociaż było coraz trudniej,
Choć na drodze stały
cele…
Rosła jedność, solidarność,
Choć represje też wzrastały!
Lud był pewien, że ma rację!
„Pałką walczą tylko
słabi”!
Otaczano czcią to miejsce!
Tu stoczniowiec stał jak
żołnierz!
I jak kiedyś rzekł Wałęsa
Stanął w końcu dumnie
pomnik! Gdynia 04.01.1981r.
Twórcom pomnika
Ile groszy dały wdowy,
Inwalidzi i sieroty?
Ile dali ludzie zdrowi?
- Ciągle rosną składek kwoty.
Każdy, kto Ojczyznę kocha,
Jak mógł służył słusznej
sprawie,
Rzeźbiarz, plastyk, zbrojarz,
tokarz,
I kierowca, murarz,
spawacz.
Dni i noce ogień płonął!
Młot wykuwał krzyża kształty!
Przelewano rzeki potu!
Rąk miliony pracowały!
Szedł do pracy młody, stary,
Serce Polski biło mocniej,
Naród pomnik sam postawił
Aby Polska była Polską! Gdynia 13.01.1981r.
Gdybym tak mógł
Gdybym tak mógł
To bym podniósł wyżej
Trzy stoczniowe krzyże
I zawiesił je wysoko
Hen w obłokach,
By je każdy mógł zobaczyć,
By dodały nam otuchy, mocy,
By żądały ukarania
Winnych kłamstw, bezprawia, mordów.
Tym ostatnim na pamiątkę
Dałbym kul grudniowych szczątki,
By paliły ich sumienia
Zatopione w bagnie fałszu
I wyzute już z godności
By się stali w końcu ludźmi…
Gdybym tak mógł… Gdynia
20.06.1981
Przyjdź pomniku
Przyjdź pomniku szybciej
Nasz symbolu walki!
Wiedz na Ciebie liczy
Dziecko, starzec… każdy
Kto ma dobre serce,
Kto chce prawdy, szczęścia,
A nie pałek, więzień
Gazów, kul, „zakrętów”.
Proszę przyjdź Pomniku!
I przejdź całą Polskę,
I dokładnie wszystkim
To co czujesz powiedz!
- o tych co w Grudniu
strzelać kazali
i że tak trudno
jest ich odnaleźć,
- o naszym ustroju,
- o tych co się boją,
- o tych co kłamią
i prawo łamią,
o tych gotowych
całkiem przytomnie
wszystko zapomnieć
i strzelać znowu. Gdynia 29.XI.1980 r.
SPOTKANIE Z POMNIKIEM

+
Na czarno-białym prawdy tle
Żałobny cień.
Polsko!
POLSKO!!!
W historię Twego serca patrzę
W malowany świat marzeń
I wspomnień,
Których nie zapomnę!
Zwyczajny gdyński bruk,
Poranny szum.
Do pracy w Grudniu szedł na wprost
Siedemdziesiąty rok
I właśnie tu
Padł od kul!
Wyciągnął dłoń do braci swych,
Opadła… z nią ostatnie krople krwi!...
Jeszcze dzisiaj słyszę
Jak pociski lecą,
A on umierając krzyczy:
DLACZEGO???
Dlaczego???
Dlaczego… Gdynia
29.XI.1980 r.
PŁONĄCY POMNIK

Płonący pomnik,
Kto go zobaczy,
Nigdy nie zapomni!
Ukrzyżowane kotwice…
Ile w was treści!
Ile łez wyleją tu jeszcze
Bracia, siostry
Na kwiaty,
Które stale będą rosły.
Wpatrzone w przeszłość
Wyciągając ramiona
Wydartym z głębi serca
Milczenia krzykiem
Potężnym jak bicie w dzwony
Stoją jak zaklęte.
Cześć ich pamięci!!! Gdynia
25.09.1980 r.
Kocham to miasto
Kocham to miasto
z bliznami grobów,
Ulice zmyte krwią robotniczą!
Kocham ten pomnik, ten który
przykląkł
I tamten, który
w pochodzie pójdzie (*)
Z niesionym na drzwiach
niewinnym chłopcem,

Co zginął młodo! –
Bo dano rozkaz……
I to dla niego było
najgorsze,
Że padł od kuli! – Od
kuli polskiej!
Kocham to miasto
i robotników,
Tych co na apel do pracy
poszli,
Tych, którym kule leciały
w oczy,
I tych co padli
i tych co żyją. Gdynia
13.03.1981r.
(*) Z uwagi na
zarekwirowanie pieniędzy przez władzę i ponowne rozpisanie konkursu
powstał pomnik przedstawiony w następnym wierszu)
REFLEKSJE
PRZY GDYŃSKIM POMNIKU

Ukrzyżowane krzyże
w Gdyni,
Morderstwa, gwałtu to symbole!
Strzelano tutaj do niewinnych!
Od polskiej kuli każdy poległ,
Bo pragnął chleba
i wolności!
I czuć się, że jest
w swoim kraju,
Lecz władzę to zaczęło złościć,
Że lud chce uszczknąć coś
z jej raju,
Że ją pozbawi przywilejów
I skończy się jej raj na
ziemi,
Więc wystraszona z tego
lęku,
Pragnących chciała w pień
wypielić!
Pomyślcie, kto ją bronił stale?
Oskarżał innych, bronił, karał?
Dostawał premie i medale?
Pogromcom ludu wciąż bił brawa?
I szkoda, że się nie
dowiemy,
Jak wielu krzyże ci dostali
W rozkazach „za
ofiarną służbę”
I że gdy rozkaz padł - strzelali!... Gdynia 18.12.2000 r.
Wam stoczniowcom
Wam Stoczniowcom
Dzięki składam
Za początek
Za odwagę.
Patrzę na Was
Poprzez Sierpień
Lata fałszu
Lata cierpień,
Przy pomnikach
Stojąc wołam
Strzeżcie Bracia
Wciąż odnowy.
Bo ja jakieś
Mam przeczucie
Że los szczęścia
Chce nam uciec!… Gdynia 24.04.1981r.
Modlitwa niewierzącego
Chociaż w Ciebie nie wierzę
Chciałbym, żebyś istniał Boże!
Szkoda, że Ciebie nie ma…
Gdybyś był, byłoby mi lżej.
Patrzyłbym na cudze krzywdy
Bez wzruszenia!
Patrzyłbym na tych, co kradną
Ostatni wdowi grosz,
By lepiej żyć w daczach,
Willach podobnych pałacom
Bez wzruszenia!
Nie drgnąłbym nawet
Gdyby mnie i innych bito
Czy zabijano
Bo Ty byś nas wynagrodził
I pomścił za nasze krzywdy!!! Gdynia
11.03.1981 r.
Sny
Jeszcze dziś
Po nocach mi się śni
Raz Czerwiec, raz Grudzień,
Zabici ludzie,
Kobieta w ciąży,
Robotnik….
Uczeń….
Bicie w komendach
Jak przed laty….
Zrywam się, krzyczę
Mamo! Mamo!
Usypiam i znów śnię
To samo!
Szkoda, że nigdy się nie dowiem
Jakie mają sny panowie:
Gomułka, Cyrankiewicz,
Gierek, Jaroszewicz,
Kociołek, Moczar, Kliszko.
Ci z moich snów
O twarzach bazyliszków. Gdynia 30.12.1980 r.

Bądźcie Polakami!!!
(W związku z wypowiedziami
o „ewentualnościach”)
Jeśli wtargną do Polski
Bronić tych co kłamali,
Wszystkie miasta i wioski
Ogniem prawdy podpalmy.
Dosyć było niewoli!
Dość krzywd okupacji,
Damy życie za wolność,
Sprawiedliwość, socjalizm.
Kto opływał w dostatki?
Kto latami nas mamił?
Kto nas uczył nieprawdy
Kraj do zguby prowadził?
Teraz kiedy już naród
Swobód dobił się paru
Wy krzyczycie „pomocy!
Zagrożony socjalizm”!
Żal wam stołków, foteli!
Wiecie, że wam to grozi,
Że my tego pragniemy
A nie zmiany ustroju!
Więc nie krzyczcie
„pomocy”
Lecz odejdźcie dziś sami!
Dość mieliśmy wojen!
Bądźcie raz Polakami!!!
1 maj 1981
Pójdziemy sercem
w pochodzie
W te miejsca, gdzie padły
strzały,
Gdzie krew robotnicza się lała,
Gdzie setki ludzi przychodzi,
By złożyć wieńce i kwiaty
Tym co musieli zapłacić…
Zapłacić cenę najwyższą!
Krwią, życiem za lepszą
przyszłość,
O którą znowu walczymy,
Tym razem z chłopską
bracią,
Ale sukces osiągniemy
Jeśli władców ukarzemy.
Wtedy nowi bać się będą,
Że się kiedyś ich rozliczy!
Gdy do tego się nie dojdzie,
To się skończy wszystko
niczym… Gdynia 18.03.1981 r.
Żołnierzu - przeczytaj i pokaż kolegom!
Kim jesteś Żołnierzu?
Obrońcą Ojczyzny?…
Jak mam w to uwierzyć,
Gdy mam jeszcze blizny?
A co jutro zrobisz,
Gdy nam „pomóc”
zechcą?
Czy będziesz nas bronił?
Czy będziesz nas deptał?
I znów swój karabin
Skierujesz do braci?
Za kilka, wiedz, latek
Też życiem zapłacisz.
Zastrzelą Cię drudzy,
Młodzi, nierozważni,
Bo będą też służyć
Tak jak Ty dziś w armii.
Nie daj się oszukać
Twoim przełożonym
I kłamstw ich nie słuchaj
Ty masz prawdy bronić!
Więc jeśli Ci każą,
Zdobywać zakłady,
To Ty do nich właśnie
Odwróć swój karabin!!!
W imieniu zabitych i rannych
z rozkazu władz PRL w latach 1956, 1970, 1976 Ranny
z Gdańska Gdynia 29.11.1980 r.
Quo vadis6] historio?
Znam historię pisaną w gabinetach
Lecz wiem, że to było nie tak!
Przecież uczono zaraz po wojnie
Innej historii.
„Czyś się bił z Niemcem, czy
z Moskalami”…
Lecz ten z ustami
Słodszymi od malin
Patrzył na nasz rozwój z troską
Prawie boską!
Za kult jednostki
Płaciły miliony…
Niejeden „człowiek z marmuru”
W rękach doświadczonych stróżów
Nawet niewinny
Przyznał się do winy…
Utrwalano władzę ludową
Więzieniem, grobem…
Wypaczano wszystko
Zginęło niejedno nazwisko,
Rozprawiano się z datami
W ramach historycznej zmiany!
Już wytrzymać nie było można!
Stanął Poznań!
Agenci Zachodu!
- Krzyczeli „wodzowie”
I bez wyrzutów sumienia morderców paru
Wydało rozkaż: „Strzelać
w naród!”
Myślano już, że Czerwiec
Obłudę przerwie…
Zaczęły się odwilży akcje,
Niektórym w grobach przyznano rację…
Ludzie pragnęli prawdy, swobody…
Cyryl się zmienił, zostały metody…
I znów rządziły te same twarze!
Przyszedł Marzec!
A potem ludowość bez złudzeń
Potwierdził Grudzień!
Krzyczał Ursus, krzyczał Radom:
Nie wierzcie złodziejom, łgarzom!
Dobrze, że Sierpień
Zmniejszył stos cierpień,
Lecz i tak u władzy
Pierwsze skrzypce grają „starzy”.
Dlatego o przyszłość się bojąc
Wciąż pytam: Quo vadis historio? Gdynia 04.06.1981 r.
…W dzwon sumienia!
Wołamy dzisiaj z grobów
Przykrytych łzami żywych,
Wzywamy te osoby.
Co nam zabrały życie
I wieczny spokój
dały….
Podejdźcie do nas bliżej!
Nie bójcie się cmentarza!
Zajrzyjcie w grobów ciszę
W wyrazy naszych twarzy,
Niezagojone rany…
Tak łatwo przecież było
Wam wtedy rozkaz wydać,
A dziś nie macie siły
Do naszych grobów przybyć
By prosić wybaczenia?…
Niech oczy wasze
w lustrach
Szkielety nasze widzą,
A każda biała chusta
Całunu sprawia widok
I bije w dzwon sumienia! Gdynia 03.01.1981 r.
Pies szczeka, a karawana jedzie dalej
Oszukiwał latami
Polak – Polaka
Prawo tłumiło
Prawdy zew.
Rachunek
Płaciła
Krew!
WOLNOŚCI!
- Krzyczy prawda
Gdzie wnioski
Z tamtych lat?!
Pies szczeka,
A karawana…
Oszukuje nadal
Brat - brata,
Polak – Polaka! Gdynia
10.02.1981r.
To było w grudniu!
Znosili wiele ludzie
Przez całe lata.
Aż przyszedł
„GRUDZIEŃ”
Odsłonił twarze niektórych
Polaków!
W imię wzniosłego hasła
Salwa padła!
Zgrzytnęły pistolety maszynowe
Jakby wszedł okupant znowu.
Jęknęła ziemia zamierając
w bezruchu,
Dym ze strachu uciekł
w niebiosa.
Zostały trupy na bruku,
Wiatr płakał w ich
włosach.
Uwaga helikopter! Uwaga helikopter!
Lecą gazy łzawiące i kule ostre!
Lecą niosąc zapłatę
Za upokorzenia
i pracę…
Tu czołg zmiażdżył żywe ciało,
A tam było komuś za mało
I w centrum rzucał
słowa:
Zbombardujmy Stocznię,
zbudujemy nową!
A potem skrycie
Pod osłoną nocy
Oddzielając teorię od praktyki
Zapełniano ciałami groby.
Kazano nam zapomnieć,
Że istniał
„GRUDZIEŃ”,
Że były represje, sądy
I zabraniano o tym
mówić. Gdynia 24.02.1981r
.
Za godzinę
Wóz podjechał…
Weszli… Rzekli:
„Na cmentarzu
Witomińskim
Będzie pogrzeb
Za godzinę
Pani syna,
Chuligana
I bandyty!”

„Za godzinę!
Za godzinę”
Dodał drugi
Zimne słowa
Niczym bagnet
Swoim ostrzem
Cięły serce…
Echo niosło:
Ni rodziny
Ni przyjaciół
Ni znajomych
Nikt nie prosił…
Przecież pogrzeb
Powiedzieli
Za godzinę!
Za godzinę!!!
Trumnę państwo
Fundowało
I asystę
Też przysłano…
Noc skrywała
Hańbę mordu
Ale echo
Pozostało
I wciąż krzyczy:
Za godzinę!
Za godzinę!!
Za godzinę!!! Gdynia
28.11.1981 r.
Pociąg
1. Deszcz jesienny, mży bez przerwy,
Gdzieś za chmury zbiegło słońce jak na emigrację!
Wokół blado, prysła radość,
Czym się cieszyć? Z czego żyć?
Dni mijają, od lat paru,
Bez wartości dzisiaj są marzenia z lat dziecinnych!
Jak horyzont, gdzieś do nikąd
Pędzi w przepaść pociąg nasz!
Refr. (bis
i w powtórzeniu: W pociągu tłok itd.)
A w nim jest tłok
i coraz bardziej ciasno, smutno!
Wtem jak na złość, konduktor
idzie z miną butną!
Bilety chce i wszystkich
tępym wzrokiem mierzy,
A pociąg mknie, lecz
maszyniście nikt nie wierzy!
2. W sklepach pustki, brak wszystkiego,
W telewizji Urban mówi, że rząd się wyżywi!
A co naród? Jego sprawa!
Niech się żywi, tak jak chce!
Tutaj podsłuch, tam cenzura,
Wszystko tak jakby to było w czasach okupacji!
Do obozów i do więzień
Patriotów wsadza się!
Refr.
A wszystko tak, ażeby
stołków swoich bronić!
A co tam lud, motłochu
władza się nie boi!
Posmutniał już piastowski nasz
orzełek z godła,
Bo rządzi dziś znienawidzona
WRONA podła!
3. Lata władzy promoskiewskiej
Wyrobiły masę ludzi wiernie jej oddanych!
Oni zawsze za srebrniki,
Robią to, co władza chce!
W ministerstwach wszędzie nasi
Są szczęśliwi! Im się przecież bardzo dobrze płaci!
A wojskowi, milicjanci
Będą walczyć o swój byt.
Refr.
Bo przecież im pod władzą
Moskwy było dobrze,
A teraz chce się ich
pozbawić przywilejów!
Więc wezmą broń, podniosą ją na
braci, siostry
I będą w nich
strzelali nawet z kuli ostrych.
Gdynia 05.01.1982 r.
Sam o sobie
Prawdę ludzie mówią
o mnie:
„Nieprzystosowany”!
Co pomyślę, to i powiem,
Nie znam żadnych granic!
Mnie admirał nie przeszkadza
W trakcie wystąpienia.
Potem rośnie moja sława,
Z pracy już mam zwiewać.
Na honorze nie mam plamy!
Chciałem nie „Tak
trzymać”!
Tubą „Wolnej” mnie
nazwali!
- Jeszcze nie ten klimat!…
Ma „ciemnota
polityczna”
Milsza mi od chamstwa.
Nie ubliżam! Nie wyzywam!
Lecz brzydzę się kłamstwa!
Ciągle liczę na ODNOWĘ,
By niektórym móc
wygarnąć…
Może w tym mi dopomoże
Właśnie
„Solidarność”! Gdynia
28.11.1980 r.
Wariackie papiery
Uczyli mnie kłamać,
Czekali postępów,
Lecz się okazało,
Że byłem „zbyt
tępy”!
Uczyli uparcie!
Uczyli na siłę!
Ja jednak inaczej
Zadania pełniłem.
I chciałem
„ODNOWĘ”
Wprowadzić klakierom!
- Ich serca z betonu
Nieczułe i nieme.
„Przywódcom narodu”
Nie chciałem bić brawa!
„Źle wpływa na
młodzież!”
- Orzekli więc zaraz.
Za braki efektów
W poufnej opinii
Mówiono „KOR –
owiec”
On nie jest po linii!
I „grupa”
stwierdziła:
Te wiersze!... Za
szczery!…
„W nagrodę mi
dano”
Wariackie papiery! Gdynia 29.12.1980 r.
Symbioza
Dziecko z mlekiem,
Mleko z krową,
Krowa z łąką,
Łąka z wodą,
Woda z wódą,
Wóda z rybką,
Ryba z rządem,
Rząd z nierządem, bo
Polska nierządem stoi!!! Gdynia
20.02.1980 r.
Rozwój kultury
Kultura kwitnie w naszych
„stranach”[6][7],
Teatrów teraz wokół moc
Na ulicach, na zebraniach
Są w każdy dzień i każdą noc.
A na lotniskach! –
Tam jest sztuka
I bez suflerskich zbędnych
słów!
Tam widz wie, że się go nie
oszuka
To jest naprawdę kunszt!
W telewizji przez dni siedem
Pocałunki! – Jak przed laty!
Lecz niestety już niejeden
Z tych witanych się zeszmacił. Gdynia 31.10.1980 r.
Czekanie
Czekasz i liczysz
Dni i godziny.
Pragniesz przesunąć
Wszystkie terminy!
A może jednak burza
ustanie,
Chmury odejdą
Czas zgoi rany?…
A może… może…
Aura się zmieni,
Lepsze dla Ciebie
Wiatry powieją?…
My też czekamy!
Ból wciąż w nas drzemie
I chcemy Twoje
Rozwiać nadzieje.
Utarte szlaki
Uprościć, zmienić,
Bo z Twego statku
Nie widać ziemi. Gdynia 03.12.1980 r.
„Kto?” i „Ten!”
Kto rządził
I błądził
Latami?
Kto naród
Bezczelnie
Okradał?
Kto w Polsce
Żył pańsko
Na koszt nasz?
Ten pragnie
Powstrzymać
Odnowę.
I nie chce
Uwięzić
Złodziei,
Bo widzi
Też miejsce
Dla siebie,
W więziennej
Niestety
Celi!… Gdynia 01.03.1981
r.
Pod Olimpem
Spuszczone głowy
Uniosły wzrok,
Rozwarły usta,
Krzyknęły stop!
Obłoki, chmury
Rozniosły plan
A wiatr flagami
Serca grzał.
Za błyskawicą
Ognisty grom
Uderzył w Olimp,
Naruszył tron!
Spłoszony Zeus
Padł ścięty z nóg
Lecz go zastąpił
Sąsiedni bóg.
A lud choć w oczach
Mu stoją łzy
Chce w końcu widzieć
Rachunek krzywd. Gdynia 28.10.1980 r.
Dajcie człowieka….
Wolni, w klatce demokracji
Zbudowanej przez władzę
Utwierdzonej przez prawo,
Chcemy słońca,
Siedząc w cieniu
Monopolu mądrości
Na sukcesy i zakręty!
Spragnieni prawdy
Karmieni kłamstwem,
Dezinformacją!
Wyposażeni w prawo
Ale tylko do bicia brawa,
Nawet gdy toną miliony
Ważne, że szyld złocony!
Za to w sposób zawiły
Zwiększamy z trybuny
Antysocjalistyczne siły
I trwa ściganie
Za obrażanie!
Dacie człowieka…
Paragraf się znajdzie! Gdynia 15.05.1981r.
Znów stoi krzyż!
Nad naszym miastem
Wyrosłym z morza,
Kotwicą Polski,
Znów
Stoi
Krzyż!
Nad naszą Gdynią
Złamaną Grudniem,
Okrzepłą Sierpniem,
Znów
Stoi
Krzyż!
Do niego serca!
Tysiące oczu!
Z Bałtyku, z lądu
Ślą
Swoją
Myśl.
A on w promieniach,
Na ramion strunach,
Wygrywa wiatrem
Smutną,
Prawdy
Pieśń!
Kamienna Góro!
Korono miasta!
Nad Tobą! Zobacz!
Znów
Stoi
Krzyż! Gdynia 02.11.1981 r.
Hasła i …
Socjalizm
i komunizm!…
Co można, - dać dla ludzi!
Dosłownie wszystkim, wszystko!
Czy tylko tym na stanowiskach?
Odmiany: rozwinięty,…
I innych stopni
wiele!…
Już w głowach aż się
kręci!
Papieru giną bele.
Po co teorii stosy!?
Po co tak szumne hasła!?
Jest ich naprawdę dosyć!
My chcemy mięsa, masła!!!
Bez przerwy jednak czytam
Socjalizm i komunizm
I słyszę dyrektywy:
Komu – wiele, komu
– nic…
Gdańsk – Oliwa
22.12.1980 r.
Ewie
Niech Ci zawsze słońce świeci!
Niech Twa przyszłość będzie
lepszą!
Niech nie stoją nasze dzieci,
Tak jak dzisiaj my
w kolejkach.
Po chleb, masło, mięso, cukier!
Po lizaka lub cukierka!
Niech im obce będzie
„trucie”
I trzymanie wciąż jak
w pętach!
Niech im prawda płynie
z radia!
Niech nie kłamie telewizor!
Nie zniekształca faktów prasa!
Niech te czasy w końcu
przyjdą,
Że partyjniak i społecznik
Zdejmie z siebie - odda
innym,
Tym co brak jest wciąż
pieniędzy!
Tym, co żyją w biedzie,
nędzy!
Obyś nie musiała ze mną,
Brać udziału znowu
w strajkach!
Tego Tobie moja Ewo
Życzę ja, robotnik, Adam! Gdynia
01.03.1981 r.
C’ est la vie!… (Takie jest życie…)
Zakazane piosenki…
Zakazany film…
One - były kiedyś!
A on – dziś!
Jak to życie płynie!
Panta rei!
Wtedy sierpień, teraz styczeń!
Nie ma słońca, a jest
cień!
Jeden krok do przodu,
Potem aż dwa w tył!
Zmieniła się moda,
No i życia rytm!
Wielu będzie znowu
Na kurs tańca iść,
Aby tańczyć w takt ODMOWY
No i jakoś żyć… Gdynia 06.11.1980 r.
Komu… komu?
W wojewódzkiej rady
murach:
Tu oświata, tam kultura,
Nieopodal służba zdrowia,
Rozpoczęły okupować
Sale narad, konferencji!
Dramatyczne są to sceny!…
Tutaj śpią na podłodze…
Tylko taką mają drogę
By poprawić dziś i jutro!
By móc za co w sklepie
kupić!
Walczą więc o parę groszy,
A rząd mówi: koniec,
dosyć!
Więcej forsy już nie damy,
Bo dla armii nic nie mamy,
Dla milicji i bezpieki,
Dla tych co chcą dla nas
lepiej!
To są tacy biedni chłopcy!
Nikt się o nich nie
zatroszczy…
Przecież oni siedzą cicho!
Nie dać im by było krzywdą!
Są tak dobrzy, tacy mili,
Dotąd zawsze się sprawdzili! Gdynia 23.11.1980 r.
Złodziejskie refleksje
Jeśli nawet ludzie kradli
Kto najwięcej, zgadnij?
Glazur glazurę ile się uda!
Zabrakło Edka i nitka
pękła!
Najbardziej w kliki się
jednoczą
Ci, co grabili srebro, złoto.
Spróbuj jednego z nich
ukarać
Zobaczysz jaka będzie wrzawa!
Mówią ludzie, że „ręka rękę
myje”
Krzyczy więc złodziej, że drugi
niewinny! Gdynia 11.02.1981 r.
Byleś… nie obraził…
Pytasz się, co wolno
w kraju?
Powiem wszystko, bracie miły,
Jeśli czcią Cię obdarzają,
Jeśli znasz logikę siły!
Refren: Byleś władzy nie
obraził,
To Cię szybko nikt nie wsadzi,
A że coś tam nadużyjesz,
To nie będą Cię bić kijem!
Byłeś władzy nie obraził,
Ja życzliwie Tobie mówię!
Jaroszewicz kształcił
syna…
Zdolna bestia, karciarz słaby!
Wiedział czego trza się imać,
Cenił ojca i zabawy.
Refren: Byleś… itd.
Gierek się w produkcję
mieszał
I ryzyko wielkie poniósł
Lecz pociesza go koleżka
Choruj cicho bratku
w domu…
Refren: Byleś… itd.
A Jabłoński – pan
profesor
Nie mógł przedtem protestować.
Zasłużenie więc dlatego
Wypowiada zgodne słowa.
Refren: Byleś… itd.
Było przecież liczne
biuro!…
Nadal działa po swej myśli.
Spraw załatwia bardzo dużo!
Stary duch znów pięknie
kwitnie.
Refren: Byleś… itd. Gdynia 19.11.1980 r.
Niestety!!!
Uwierzcie w odnowę!
Wołają niektórzy.
Przysięgi chcą złożyć,
Że prawdzie chcę służyć!?
Lecz jak tu uwierzyć
Tym twarzom sprzed laty,
Że „już będą
lepiej”,
Że „Polak
potrafi”?…
Uwierzę!!! – Im nawet!
I głośno to powiem,
Gdy włączę
„Warszawę”
Miast „Wolnej
Europy”,
Gdy wezmę
„Trybunę…”
Miast czytać biuletyn!
- To byłoby cudem!…
Więc wątpię niestety!!! Gdynia 18.12.1980 r.
Janowi
Rulewskiemu, Marianowi Łabentowiczowi, Michałowi Bartoszcze
Na waszych twarzach widzę razy,
Nie tylko Wasze, - drugich też!
Po sińcach widzę słabość
władzy,
Bo nie stać było jej na gest
Dyskusji z gronem innych
ludzi,
Bo wyciągnęła znowu pięść!
Dlatego taki bunt się wzbudził
W ojczyźnie naszej wzdłuż
i wszerz!
I znów musiała
„Solidarność”
Odnowy sztandar w górę
wznieść!
Dość fałszów! Chcemy prawdy!
Bezprawie musi skończyć się!
Nie pałka ma być argumentem
I nie oszczerstwa, ani
sąd,
Zwolnienia z pracy, czy
więzienie
Lecz jawny dialog wszystkich
stron!
Anarchia!”, „Walki
bratobójcze!”
Kto głosi hasła te i kto
ich chce,
Bo ruch związkowy
„Solidarność”
Na pewno NIE!!! Janusz Polak 20.03.1981
Wiesz ten opublikowałem
w biuletynie „Solidarności” Stoczni Marynarki Wojennej
pod tym pseudonimem. Następnego dnia po opublikowaniu zadzwonił do mnie
oficer kontrwywiadu Marynarki Wojennej mówiąc: Cześć Polak…
Profesorowi Henrykowi Jabłońskiemu
Czego uczysz Profesorze?
Kim zostanę po Twych naukach:
Ogrodnikiem czy stolarzem,
Adwokatem, kosmonautą?
Czy odwagi mnie nauczysz?
Mówić prawdę, gromić kłamstwo?
Czy też skromnie wtulać uszy,
Nie dostrzegać aroganctwa?
Powiedz proszę, - czemu
milczysz?
Kogo obrać mam swym wzorem,
Bo ja chciałbym, byś był dumny
Ze mnie Panie Profesorze. Gdańsk - Oliwa 17.12.1980 r.
Podchorążym
Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni
(W 150 rocznicę powstania listopadowego)
Podchorążowie
Co się z Wami stało!
Brak Wam odwagi
Nawet na wypowiedź
Młodzieńczą, śmiałą
Wzniosłą, patriotyczną?
Czyżby miłość kraju
Już się stała fikcją?
To smutna prawda
NIKT Z WAS SIĘ NIE LICZY
Bo Was tak trzymają,
Tak jak psa na smyczy.
Co dla Was znaczy
HONOR I OJCZYZNA?!
Cech podchorążych
Wam nie można przyznać… Gdynia 29.11.1980 r.
Zjazdy
Zjeżdżają zjazdy
W gazetach ruch!
Tu zmiana nazwy,
Tam burza słów.
Ktoś ze świecznika
Kopnięty zszedł,
W pył się rozsypał
CRZZ! (*)
I dziennie kilka
Posiedzeń trwa,
Jednego tylko
Niestety brak! Gdynia 30.10.1980 r.
Centralna Rada Związków
Zawodowych
Czarne złoto
Usprawnić w kopalniach
produkcję,
Bo węgla brakuje na eksport!
Maszyny się męczą i psują,
Cóż! – Czasu jest szkoda
na remont!
I sił już nie starcza
górnikom!
„Co robić?” –
Pytają jak Lenin.
Lecz człowiek się tutaj nie
liczy!
Cel: węgiel! Wydobyć go
z ziemi!
Aż geniusz pojawił się
jakiś…
Kruszarki! Kamienie dla ludzi!
Znów duch się eksportu obudzi
I ruszył mechanizm
„dla sprawy”!
To drobiazg, że w domach
za zimno,
Że marzną nam dzieci i starcy,
Że przydział za mały na zimę,
Że węgiel wprost nie chce się
palić!
Lecz ważne, że lecą dewizy!
Że kraj nasz wypełnia umowy!
Że kwitnie w gazetach
socjalizm!…
Zapytam się jednak: dla
kogo?… Gdynia
28.07.1980 r.
Niewinny liść
Przez Polskę przeszedł
Potężny wiatr
Od brzegów morza
Po szczyty Tatr.
Dla dobra sprawy
Wyjaśniam Wam
Wiatr kierowany
Odgórnie wiał.
Pożółkłe liście
Pod ostrzem kos
Pokotem ścinał
Rozrzucał w krąg.
Więc legły w stosach,
A pośród nich
Niejeden zdrowy
Niewinny liść. Gdańsk – Oliwa 16.12.1980 r.
Osłodzić
Zgrzybiała ręka
Rozpala w kuchni.
W czajniku woda
Zaczyna wrzeć,
Jak w starych sercach
Przeżyte życie!
Bulgoce w kubku,
A potem w drugim,
Staruszków dwoje
Czeka…
Osłodzić Tobie?
Spytała cicho.
Kiej nie ma cukru,
Z bólem rzekł…
W pokoju zimno.
Już nie ma węgla,
Wilgocią czuć…
Przysłano rentę,
Jałmużnę raczej!
Czy nie za mało
By nią osłodzić
Życia kres?… Gdynia 20.11.1980 r.
Demokracja na…
Nie pomogą referaty,
Konferencje, stos wytycznych,
Z ludźmi trzeba tak jak
z bratem
Dyskutować i się liczyć!
Dość pozorów demokracji,
Kokieterii, wielkich haseł!
Efekt ich był bardzo słaby,
A nam trzeba mięsa, masła!
I swobody wypowiedzi
O tym co nas gnębi boli,
Czego pragną nasze dzieci
W podstawowej, średniej
szkole!
Co chce student, inteligent,
Czego starzec sobie życzy,
A wy znowu nam dajecie
Demokrację lecz na smyczy. Gdynia 18.11.1980 r.
Demokracja
(Ten wiersz dedykuję Ministerstwu
Sprawiedliwości RP)
Za pieniądze ksiądz się modli,
Za pieniądze lud się podli,
I nie tylko mili państwo
Nawet wszelkie inne draństwo,
I policjant, prokurator
Sędzia i każde ladaco
Co sumienie ma w kieszeni
I dba by je móc napełnić,
Byle łaski nie utracić,
I jak można się wzbogacić.
Papier przecież przyjmie
wszystko,
Byle pisać składnie, czysto,
A kto winien, to nie
problem
Ważne, że szef powie:
„dobrze”.
Przecież każdy może przysiąc,
Że wykrętów jest aż tysiąc,
Aby widzieć, co potrzeba
Lub nie widzieć, gdy nie
trzeba!
W razie czego można
stwierdzić,
Że w szczegółach diabeł
siedzi…
Najważniejsze jest ażeby
Przełożony się ucieszył.
Przecież ręka rękę myje,
A jak nie, to potem bije,
Za złą pracę i za
wszystko,
Aż się straci stanowisko.
Niczym lwica broni małe,
Tak poddani bronią pana.
Zniszczą prawdę! Złamią prawo!
Byle dostać lepszą strawę!
Byle cieszył się minister,
Że tak idzie gładko, czysto!
Że pismaków się uciszy…
Warto więc wyciągnąć wnioski,
Że to taki układ polski.
Więc ostrzegam - wszystkim
radzę
Bójcie się kochani władzy,
Ona swoje ma zasady
I z nią wygrać nie da
rady.
Tylko ona wciąż ma rację,
Taką mamy demokrację!!! Gdańsk 02.02.2009 r.
Pierwszy obywatel
Był taki „pierwszy obywatel”
Bratał się z całym światem.
Pożyczał od kapitalistów
Dla swego zysku.
Pomagali mu koledzy…
- Nikt z nich nie siedzi
O głodnym pysku
Za to niejeden na stanowisku
I zasłużonych broni,
A motłoch goni
Do pracy
I straszy,
Że byt narodowy…
Że odłam niezdrowy…
I ryczy także z werwą
Że im pomogą jak wejdą…
Pytacie czy by potrafili?
A bo to raz w gościach byli. Gdynia 08.09.1981 r.
Czy Jaruzelski…?…?
Czy Jaruzelski to Jaruzelski?
Wielu nie wierzy i ja nie wierzę! Nie!
Bo czy ja mógłbym służyć wiernie,
Temu, co gnębił Polaków też!
Zesłał na Sybir jego rodzinę,
Zmuszał karczować prastary las.
Zwłoki ojca są gdzieś tam
w mogile,
A syn żyje za to ponad stan!
Niemcy przyznały się do swych
zbrodni.
Rosja do Katynia do dziś nie!
On w kraju chwalił ten
system podły
I wciąż poniżał narodu
cześć…
Że Jaruzelski to Jaruzelski!!!
Gdy tak pomyślę, to wierzę już!
Oportunistą się nazwał
przecież,
A to wyjaśnia wszystko bez
słów!
Bo taki człowiek dla swych
korzyści
Powie i zrobi, co każe
boss.
Przykre, że prawie Polacy
wszyscy
Mylą ten wyraz z OPOREM
wciąż!
Wierny
do końca uczeń Stalina,
Nazwisko
własne lub cudze ma!
Wielu
przykładem był jak się wspinać,
A dla
mnie to zdrajca, tyra, kat!!! Gdańsk 05.02.2009 r.
Anonimowemu redaktorowi
Jedno z pytań stale noszę:
Czy się człowiek może zmienić
Tak od razu w jednej
chwili?
Kto w to wierzy moi mili?
Pijak – pić, łapówkarz
– brać,
Palacz – palić, złodziej
– kraść,
A plotkara obgadywać,
Bawidamek podszczypywać,
A redaktor pisać prawdę?
Czy możliwe to naprawdę,
Aby złe przyzwyczajenia
Momentalnie przerwać, zmienić?
Redaktorze Anonimie!
Ty nie jesteś wcale inny!
Już śmiesz pisać
o zapłacie
Za namiastkę demokracji!
I używasz śmiało znów
Chyba nazbyt mocnych słów
Z podkreśleniem pięści,
siły:
„Te plugastwa”
anonimy!
„Niech im władza kres
położy”
Dobrze grasz w swej starej
roli!
Już chcesz przeżyć czwarty
zakręt?
NIC TWE SŁOWA SĄ NIE WARTE!!!
Gdynia 17.02.1980 r.
Aktorom… scen
Niejeden aktor, humorysta
Na scenie miota się
i ciska,
Tak chciałby salę czymś
poderwać,
A tu niestety czas na
przerwę.
Widownia zgodnym chórem woła:
Lepszego dajcie nam aktora!
A wielu jeszcze liczy na
cud!...
Daremne żale i próżny
trud!...
Już nie zostanie ten
bożyszczem,
Na kogo cała sala gwiżdżę
I lepiej gdyby się
pośpieszył
I swym odejściem nas
pocieszył! Gdynia 16.11.1980 r.
Strajk ostrzegawczy
Zawyły syreny w południe,
A flagi powiały ze
smutkiem.
Zamarły zakłady, ulice,
Stanęli jak mur robotnicy!
Godzina powszechnej
rozpaczy…
Godzina refleksji, zadumy
I każdy człek wtedy
powinien
Poważnie pomyśleć: KTO WINIEN!?
Pytali „kto –
kogo” niektórzy
Trzymając się twardo foteli,
Co przyszłość najbliższa im
wróży?
- Wierzyłem, że postęp
zwycięży!
I znowu zawyły syreny,
Chwyciły się ręce do pracy!
Słyszycie na górze, wy niemi
Na ludzkie bolączki
i płace!!! Gdynia
28.10.1980 r.
Po latach ze smutkiem dziś
piszę,
Że znów były czołgi
i wojsko!
Że trupy zasłały ulice!
Że los Twój tragiczny jest
Polsko!!! Gdynia
2.02.1982 r.
Zakończenie
1981 roku
pracując jako nauczyciel w Gdyni przygotowywałem z młodzieżą
program artystyczny poświęcony aktualnym wydarzeniom krajowym,
z którym zamierzaliśmy dawać występy w zakładach pracy
i ten wiersz miał kończyć przedstawienie. Po ogłoszeniu stanu
wojennego zostałem natychmiast zwolniony z pracy i do występów
nie doszło!
A teraz wstańcie, bardzo
proszę,
Oddamy hołd poległym tam
Przed bramą Stoczni
I na ulicach naszych miast. (Minuta
ciszy)
Dziękuję bracia! To już koniec
Nie bijcie braw!
Żądajcie sądów nad mordercami
W imieniu praw!
Żądajcie prawdy!
Swobody słów!
By „Czerwiec”, „Grudzień”
Nie wrócił znów!
Do domu idąc
Nie mówcie nic!
Lecz głowę wznieście
By godnie żyć! Gdynia 24.02.1981r.
LEGALNE BEZPRAWIE
Cóż ryba się psuła
od głowy
I choć się zmieniło
już trochę,
Niestety to wiele
nie dało,
Bo przecież
wnętrzności zostały !!!
Gdy patrzę na ważne urzędy
NIK, prokuratury i sądy
To żal mi żyjących dziś w nędzy,
Bo los ich jest zawsze przegrany!
I wiem to najlepiej po
sobie,
Gdy walczyć zacząłem o
prawdę!
Matactwa jest wiele w
ich słowie
I fałsz ich goreje
wprost jadem!!!
Ich siła jest większa niż mafii!
Na białe wprost czarne powiedzą
I wielu z nich wszystko potrafi,
By bronić człowieka swojego.
Wskazałem tragiczne
błędy
Na
Długoulicznej Bramie
Przemianowanej niestety
Na Złotą i
bezzasadnie!!!
To miała być restauracja,
Rzekomo speców fachowców…
Niestety lecz ich ignorancja
Tyczyła się obcych języków!
Łaciny i niemieckiego,
Bo trza do literatury
Siąść budowniczego,
A przecież to język
trudny!
Dlatego też nic dziwnego,
Że straszne zrobiono rzeczy
Fuszerką je nazwać trzeba
Bo są skandaliczne błędy!!!
Raz rzekłem
do Gawlickiego [7][8]
By spojrzał
na me ryciny,
Że wiele
zrobiono złego!
I wygląd
bramy jest inny!
I przyznał to w telewizji,
Że lepsze trza rzeźby zrobić!
I tego nie zdjęto z wizji!!!
To było w „kości niezgody” !!!
A jeszcze gwarancja trwała
Aż roku półtora - całe!
Więc można było zażądać
By całą poprawić bramę!
Nasuwa tu się pytanie:
Dlaczego nie chciano
korekt?
Czy ktoś, z kimś, czymś
był związany?
Czy po prostu sprawę
olał?
Pieniądze w kieszeń, czy w błoto!
To znaczy, że marnotrawstwo!
Ktoś chyba dobrze zarobił!
Straciliśmy my i miasto!
Do NIK-u wię zgłosić
chciałem.
Nikt ze mną rozmawiać
nie chciał!
Miesiące szybko mijały,
I czas gwarancji
przeleciał!!!
Nasuwa się więc pytanie:
NIK czemu nie zaczął sprawy?
Czy ktoś, z kimś, czymś był związany?
Czy chcąc/niechcąc olał sprawę?
A powiem Wam jak to
było,
Z tą niby kontrolą z
NIK-u,
Bo chciałem im szczerze
pomóc,
Byłoby wszystko bez
krzyku!
Bym błędy wszystkie wykazał
I dokumentacją poparł!
Bym ilustracje pokazał
Do wielu źródeł bym dotarł!!!
Byłoby można poprawić,
Bez żadnych nawet
nakładów,
I może winny by
stracił…
Jak było? – Już
opowiadam:
Raz przyszedł do mnie do domu
Ze średniej szkoły kolega
To zrobił wprost po kryjomu,
Tak jakby tajności zbierał.
Powiedział, że w NIK-u
robi!
Co wiem, zapytał o
bramie?
Nic nie mów, prosił,
nikomu,
Żem był i pytał w tej
sprawie!
Niech chwali się, pomyślałem,
Że dużo tak się nauczył!
I kopii wiele mu dałem
Bom myślał, dobru posłużą!
I z czasem mówił o
SARP-ie[8][9]
No i o konserwatorze,
I w ich aktach
bałaganie…
I że mi wszystko
opowie!
Byśmy wzięli do kontroli
Historyka sztuki może
Lecz zrobimy to powoli
Może tylko trochę gorzej.
A WYSZŁO TRAGICZNIE !!!
My z ciebie nie
skorzystamy,
Bo ty do nas to
zgłosiłeś!
Powiedział szef: zróbmy
sami,
To nie jest takie
zawiłe!
Mijały dni, rzekł mi z czasem,
Bym już nie dzwonił do niego,
I rzekł: „Ja się ciebie zaprę!”
Zeszmacił się mój kolega !!!
A chciałem w tej
sprawie pomóc!!!
A ten Olek tak się
udał,
Że w pamięci mej
zostanie,
Jako ktoś bez czci i
Judasz!
I NIK mi bzdury napisał,
Że wszystko jest zgodnie z prawem
Ja nazwę to POPLECZNICTWEM
I jawnym polskim BEZPRAWIEM!
A sobie tak pomyślałem
Że w Polsce są stróże
prawa…
Prokuraturze wysłałem,
Faks z zwięzłym opisem
sprawy!
Zaś drugi do wojewody,
Lecz było to „groch o ścianę”.
Za to do prokuratury
Zostałem zaraz wezwany!
Straszyła mnie
prokurator,
Że za fałsz w moich
zeznaniach
Aż latek dwa grozi za
to!
Nie boję się rzekłem:
wcale!!!
I mam dla wskazania racji
Na przyszłe już przesłuchanie
Sześć tomów dokumentacji !!!
Pan będzie po to wezwany!
Wam – rzekłem
- pomogę chętnie,
Znam bramę tę
doskonale!
I nie znajdziecie na
świecie
Jak
ja znawcy bramy wcale!!!
Nikt mej książce[9][10] nie zaprzeczył
Że coś źle jest napisane
I chcę właśnie by ten obiekt
Był w należnej jemu chwale!
Lecz
więcej mnie nie wezwali!
I
doszło do mnie to po latach:
Że
NIK-iem się podpierali!
I
to ma być DEMOKRACJA
I to było w Sejmie nawet
Na posła interpelację
Fałsz uzyskał wzniosłą rację!
I wygrało tam BEZPRAWIE !!!
Bo ręka rękę umyje!
I kłamca kłamcę wspomoże,
Choć tak się jak żmija
wije,
Lecz prawdę się siłą
zmorzy!!!
Książkę o tym napisałem.
Wysłałem radnym i wyżej!
Pomyśleć, że tam tak kłamią,
Co gorsze i ci na szczycie!!!
Ze
mną się bali rozmawiać!
Tak oko w oko i przy
mnie!
Mnie wolą pisemnie
spławiać.
Bo papier ich wszystko
przyjmie!
Przeżyłem poważny wypadek
Sprawczynią była PEWNA PANI,
Policja zrobiła mnie sprawę,
By nie karać tej WAŻNEJ PANI!
Nikt ze mną nie chciał
rozmawiać!
Zarzuty wpisano
fałszywe!
Dziś pytam: gdzie był
nadzór prawa?!
I ile ja zdrowia
straciłem…
Po roku mnie uniewinniono!
Walczyłem o siebie samotnie
Lecz PANI sprawy nie zrobiono…
Bo miała chyba spec ochronie…
I
szybko miesiące mijały…
Dopiero
na moje żądanie
Stanęła
przed sądem ta Pani
I
nastąpiło ukaranie…
Szukałem więc sprawiedliwości
I wniosłem do prokuratury,
By tych niebieskich jegomości
Uczono prawa i kultury!
Lecz chyba, by
ich nie ukarać,
Przesłano
wniosek do RYPINA,
By poplecznictwo
mogło działać
A na mnie t y ł
e m się wypinać…
I szef w Rypinie szybko stwierdził:
Policjanci… ot… nie świadomie…
Podpisem to swoim potwierdził
I uznał to za zakończone.
Do
sądu zaś pismo napisał
I
radził mój wniosek oddalić!
Bo
bliższa koszula ciału,
A
prawda się przecież nie liczy!
Nie widzę dzisiaj w Polsce władzy,
Do której można się odwołać!
Wiem, że każdego można wsadzić,
I świadków się znajdzie dokoła… Gdańsk 01.02.2009 r.
DRUGA WOJNA ŚWIATOWA
Pamiętaj: zginęło 60 000 000 ludzi!
Siej dobro i walcz z nienawiścią!
Żołnierzom Westerplatte.

Autor ksiązki, jako oficer marynarki wojennej służąc wtedy
w WSMW (obecnie Akademia MW) w Gdyni, miał zaszczyt w roku
1979 w dniach 31.08 do 2.09 opiekować się Westerplatczykami,
przeprowadzić z nimi szereg rozmów i poświęcił im dwa wiersze
(ten i następny), które im w dniu 2.09.1979 r. zadeklamowano
i podarowano.
Na Westerplatte – ziemi skrawek
Przybyła wtedy, z dala, z Kielc;
Ażeby Polsce przynieść sławę
Kolejna zmiana młodych serc.
To byłeś Ty! – To byli
oni!
Sucharski, Petzelt, Ziemba,
Uss…
Tak przywarliście do swej broni,
Że nie mógł wleźć przeklęty
wróg.
Choć Szlezwik-Holsztyn zionął ogniem,
Szli ci z pasami: „Gott mit uns”[10][11],
Junkersy grały swą symfonię,
Nordycki chcąc wychwalać ród…
Wy bez podmiany, ranni,
głodni,
Pragnący wody chociaż łyk
I choć piętnastu Waszych
padło
Nie przestaliście szkopów
bić!
Wartownie stały się bastionem,
A posterunki: „Prom”, „Wał”,
„Fort”,
Mówiły twardym, celnym ogniem:
Tu POLSKA! Fryce – wara stąd!
Krzepiła Was wrodzona
miłość,
Ojczyznę trzeba bronić,
strzec!
I wielu z Was we
krwi broczyło,
A tamci wszystką dali
krew!
Bohaterowie Westerplatte!
Za śmierć i ból, za krew i pot,
Za otrzymane knutem rany
Przyjmijcie Wam należny hołd.
Dziś Wam przysięgę Polska
składa,
Od morza aż po szczyty gór,
Że dołożymy wszelkich starań
By wróg nie wrócił nigdy tu!
S.O.S.
Halo! Halo! Tu Westerplatte!
Dajcie nam mówić!
Dajcie nam mówić
Z całym światem!!!
Czwarta czterdzieści pięć.
Śmierć!
Wojna! WOJNA!
Milionów marsz
Na cmentarz prosto
Mąż z żoną, brat z siostrą.
Co się pchasz!
Ekspedient śmierci
Załatwia sam.
W całości, w części
Dostarcza do nieba bram
Żywego lub trupa
W dół wrzuca.
Liczy się czas,
A czas to pieniądz!
Raz! Dwa!
W kolejce stoją, leżą
W porządku, - wszystko gra!
Tu po znajomości – można przed czasem
Z dymem, z gazem
W minutę, w godzinę
Lub wejść na minę.
Indywidualnie! – Egoizm
W grupie wśród swoich…
On potrafi – daję słowo
Masowo!
Mało już setek tysięcy,
Chce więcej, więcej!
Atomem, wodorem, neutronem,
Badania nieskończone!
Szybciej, prędzej zysk pejczami gonić!
Do broni!
Niech żyje wódz!
Pierś od ust
Zabrano niemowlęciu…
I już śmierć bierze w objęcia,
Ze sobą wlecze
Hasła obosieczne.
Halo! Halo! Tu Westerplatte!
Dajcie nam mówić!
Dajcie nam mówić
Z całym światem!!!
Na wachcie Polski
Hel
Wygodny cel
Poskromił chęci wroga.
Wokół woda!
- Spójrz na mapę!
Luftwaffe[11][12]
I Kriegsmarine |